#7 O co chodzi w tym bieganiu?

Od dawna zastanawiało mnie, co takiego ludzie widzą w bieganiu? Dlaczego tyle osób z własnej, nieprzymuszonej woli decyduje się wstawać rano lub rezygnować z leniwego wieczoru w fotelu, by się pomęczyć? Obserwowałam Męża, próbując zrozumieć, gdy stawiał sobie coraz bardziej ambitne cele, ale Jego próby wyjaśnienia mi fascynacji tym sportem przypominały chyba przysłowiową rozmowę ze ślepcem o kolorach. Bo jak ktoś, kto ostatni raz z bieganiem miał do czynienia na etapie szkoły, a i wtedy łapał zadyszkę na dystansie kilkuset metrów, może się wczuć w sytuację osoby biegającej dziesiątki kilometrów i to niekoniecznie po płaskim terenie? No właśnie – jak?

Nie jestem pewna, kiedy po raz pierwszy zaświtała mi myśl, by samej spróbować, ale nagle zaczęła się ona krystalizować. Obserwowałam koleżanki i kolegów z pracy umawiających się na wspólny start w Poland Business Run i zdałam sobie sprawę, że drużyny formują się nie tylko z wytrawnych biegaczy. Skoro więc inni mogą, to dlaczego nie ja? Dlaczego nie spróbować zmierzyć się z własnymi ograniczeniami, blokującymi przekonaniami, nie udowodnić czegoś sobie? Pewnie motywacji szybko by mi zabrakło, gdyby nie kilka czynników.

Przede wszystkim nagle, niespodziewanie i praktycznie od pierwszej próby zakochałam się w grze w tenisa, choć nie wiem czy słowo ‘gra’ nie jest tu ogromnym nadużyciem. I mimo, że nie widzę się w przyszłości na miejscu Agnieszki Radwańskiej, to pragnienie opanowania tego sportu w stopniu co najmniej poprawnym stało się na tyle silne, że na pierwszy plan wybiła się konieczność poprawy kondycji. Mam więc nadrzędny cel i bieganie okazało się w miarę dostępnym środkiem do realizacji tego celu.

Skoro już pomysł zakiełkował w mojej głowie, stwierdziłam, że muszę działać zanim ewentualny zapał mi przejdzie. Poszłam pobiegać. Nie mogę powiedzieć, że mi się spodobało. Na początku było koszmarnie. Skoro jednak postanowiłam spróbować i jeszcze nieopacznie zwierzyłam się z tego Mężowi, to nie mogłam odpuścić już po pierwszym razie. W miarę kolejnych krótkich treningów zaczęłam dostrzegać pierwsze pozytywy. Zachwyciłam się uczuciem po treningu  – satysfakcją, że choć nie chce mi się, nie sprawia mi to wielkiej frajdy, najchętniej bym odpuściła, to nie robię tego i przełamuję siebie. Zdałam sobie sprawę, że wydolność mojego organizmu jest większa niż się spodziewałam i że z każdą kolejną próbą udaje mi się poprawiać osiągane wyniki. Uświadomiłam też sobie, że ilość miejsc, które mogę zobaczyć i odwiedzić nawet w ciągu czterdziestominutowego biegu jest nieporównywalnie większa niż podczas spaceru w tym samym czasie.

Kiedy przekonałam się, że jestem w stanie pokonywać dystans 5 km po raz pierwszy pojawiła się myśl, by zobaczyć jak to jest wziąć udział w jakiś zawodach – przekonać się czy nadal nie lubię rywalizacji czy może odrobina adrenaliny może dodać mi skrzydeł? A czy może być coś bardziej atrakcyjnego na pierwszy raz niż bieg z finałem na Stadionie Śląskim w przeddzień startu Męża w maratonie? Chyba nie… Dlatego zapisałam się na Mini Silesia Marathon o Puchar Radia RMFFM. Dostałam numer startowy, a następnie, by nie dopadła mnie demotywacja, zaczęłam namawiać znajomych, by pobiegli ze mną. Nie odpuściłam.

Pierwszy start już za mną. Było ciężko, z pewnością mogłam się przygotować lepiej, przebiec lepiej, ale nie o to w tym chodzi. Nie odpuściłam, pobiegłam, zmieściłam się w czasie z dość sporą jak na mnie rezerwą i nie dotarłam na metę ostatnia. Długo nie zapomnę uczucia, które owładnęło mną, gdy wbiegałam na stadion. Łzy zaczęły się kręcić pod powiekami i zrozumiałam choć w małym stopniu emocje, o których wcześniej tylko słuchałam. Patrzę teraz na medal i czuję, że chcę by był pierwszy, ale nie ostatni w kolekcji. I że zamierzam kiedyś wrócić na Stadion Śląski, ale tym razem przebiec go, a nie tylko na niego wbiec.

Nie wiem, co przyniesie przyszłość, czy i jak rozwinie się moja przygoda z bieganiem. Jeśli jednak zastanawiasz się czy warto spróbować, to po emocjach minionego weekendu stwierdzam, że stanowczo warto. Cóż jednak zrobić, gdy motywacji, adrenaliny i emocji zabraknie? Poniżej przytoczę kilka ze sposobów, które znalazłam dziś na stronie http://www.biegaczki.pl/ i do których zamierzam odnosić się w miarę potrzeby:

  • Pamiętaj że nikt jeszcze nigdy nie żałował tego że wyszedł na trening. Jeśli zostaniesz w domu z pewnością dopadną cię wyrzuty sumienia i gorszy nastrój. Po co ryzykować?
  • Przygotuj sobie sensowny i adekwatny do swoich możliwości plan treningowy, kup zegarek z pulsometrem i zapisuj postępy. To motywuje.
  • Wyznaczaj sobie cel na każdy trening, żeby wiedzieć jasno po co danego dnia wychodzisz na bieganie. Satysfakcja po wykonaniu zadania gwarantowana.
  • Znajdź sobie partnera do biegania.
  • W razie zmęczenia, zamiast rezygnować z treningu w ogóle przeplataj bieg marszem.
  • Zmieniaj trasę. Jeśli nie możesz codziennie, to chociaż w weekendy pozwól sobie na odkrywanie świata.
  • Znajdź sobie powód żeby się przebiec. Jeśli bardzo nie chce ci się ruszyć z domu i nie działa na ciebie wizja odkładających się fałdek wokół brzucha ani tym bardziej zbliżającego się startu na 10km… pobiegnij do sklepu. Może akurat brakuje ci jakiegoś drobiazgu w domu i połączysz bieganie z zakupami? Nawet krótka przebieżka się liczy!
  • Zamień bieganie na inny rodzaj treningu jeśli naprawdę czujesz, że nie masz siły ani ochoty biegać – szczególnie jeśli taki stan utrzymuje się od jakiegoś czasu. Czasami trzeba trochę odpocząć, nawet od ulubionej aktywności! Pamiętaj tylko żeby nie rezygnować z ruchu w ogóle, bo powroty zawsze są bardzo trudne!
  • Waż się. Badania naukowe dowodzą, że osoby, które regularnie sprawdzają swoje parametry na wadze osiągają więcej sukcesów jeśli chodzi o utratę masy ciała.
  • Stwórz swoją własną play-listę do biegania, kup słuchawki sportowe i ruszaj przed siebie w rytm muzyki.
  • Wczuj się w swoje ciało. Rzadko to robimy – całymi dniami jesteśmy zajęte dziesiątkami spraw i w zasadzie nie wsłuchujemy się w siebie. Wykorzystaj trening żeby wsłuchać się we własny oddech, skup się na ruchu ramion, zwróć uwagę na to jak czuje się twoje ciało przemieszczając do przodu, spróbuj poczuć wiatr na twarzy i powietrze w płucach.
  • Odkładaj do skarbonki kwoty odpowiadające przebiegniętym przez Ciebie kilometrom. Ustal sobie, że z funduszu tego możesz skorzystać dopiero, gdy osiągniesz określony cel.
  • Biegaj dla kogoś. Aktualnie coraz więcej jest akcji charytatywnych opartych na bieganiu. Zaangażuj się i pomagaj z każdym biegowym krokiem lub przynajmniej biorąc udział w charytatywnych imprezach biegowych.
  • Wybierz się na stadion. To zupełnie inne bieganie niż w parku czy ulicami. Bieganie po tartanie daje dużo frajdy. Poza tym to idealne miejsce żeby trochę przyspieszyć!
  • Stawiaj sobie cele. Nic nie motywuje tak znakomicie jak opłacony wymarzony start w biegu, który przyniesie ci frajdę. To może być lokalny wyścig ze znajomymi lub maraton na drugim końcu świata. Warunek jest jeden – musisz tego naprawdę chcieć.
  • Pooglądaj zdjęcia z biegów – polskich i zagranicznych maratonów. Różnorodność postaci biorących w nich udział z pewnością cię zainspiruje – tutaj nie ma znaczenia ile masz lat, ile kilogramów ważysz i czym zajmujesz się na co dzień. Każdy może biegać!

A może Ty masz jakieś sposoby na motywowanie się do treningów? Jeśli tak – podziel się proszę w komentarzu…

 

 

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *